Wywiad z Alainem Platelem „O potrzebie bycia razem”

Z Alainem Platelem, wybitnym belgijskim reżyserem i choreografem, gościem tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Dialog – Wrocław, rozmawia Tomasz Kireńczuk.

 

Gdyby poproszono mnie o opisanie twojego teatru jednym słowem, użyłbym słowa „empatia”. Skąd bierze się to – tak charakterystyczne dla twojej twórczości – głębokie zainteresowanie człowiekiem?

Wydaje mi się, że rozwinęło się ono u mnie dlatego, iż zmuszony byłem bardzo uważnie obserwować innych ludzi. Nie jestem kimś, kto chciałby mówić ludziom, co mają robić. Wolę zdawać się na to, czym chcą się ze mną podzielić. Obserwując ich, poznaję samego siebie. Myśląc o tym, czym się zajmuję, dochodzę do wniosku, że to nie jest i w zasadzie nigdy nie była praca, a raczej sposób życia. Nie sposób na życie – bardziej istotna część mnie, odkrywanie życia. Umiem zebrać ludzi, zmotywować ich, wychwycić tematy, muzykę czy też rzeczy, które mogą ich zainspirować i na początku tego procesu jestem jak konsjerż: pilnuję, żeby miejsce było czyste, żeby była dostępna kawa, żeby ludzie czuli się pewnie i czuli, że mogą naprawdę się otworzyć. Zatem najpierw nie jestem reżyserem, ale jestem świadomy tego, że przyjdzie taka chwila, kiedy nim się stanę. I potrafię być dosyć wymagający, ale nie w sposób autorytarny – raczej próbuję ludzi do czegoś przekonać. Nigdy nie poproszę ich, żeby zrobili coś, z czym czują się osobiście i fizycznie nieswojo. Właśnie to stało się moim sposobem życia. Lubię przebywać z zespołem podczas tournée, odkrywać, jak się zmienia; dyskutować z nimi o różnych rzeczach, spotykać ludzi takich jak ty – widzów.

Ale empatia jest również u ciebie częścią procesu twórczego. Widać ją chociażby w sposobie, w jaki przedstawiasz ludzką cielesność. W twoich spektaklach każde ciało – młode czy stare, zdrowe czy chore – jest po prostu piękne. Odkrywasz piękno w niedoskonałościach.

To również ma związek z moją przeszłością – z tym, że nie kształciłem się jako tancerz czy choreograf. Gdy pracowałem jako nauczyciel-psycholog z niepełnosprawnymi dziećmi, byłem zafascynowany tym, jak one fizycznie wyglądały i zachowywały się. Pamiętam, że czasami z pewnym zakłopotaniem mówiłem, że naprawdę lubię się im przyglądać. Absolutnie fascynujące było dla mnie obserwowanie, jak niektóre ciała się poruszają czy zachowują i to doświadczenie sprawiło, że zacząłem patrzeć na nie pozytywnie. Być może dlatego jest we mnie ta wrażliwość na różnorodność naszej cielesności. Gdy pracuję z ludźmi nad spektaklem, zawsze staram się sprawić, żeby byli naprawdę widoczni. Nawet gdy są to duże grupy ludzi, chcę, żeby każdy był postrzegany jako indywidualność, a żeby to osiągnąć, trzeba podkreślić ich piękno i wyjątkowość.

W spektaklu „En avant, marche!” aktorzy mówią wieloma językami. W pewnym momencie przedstawienia orientuję się, że przestaję słuchać tego, co mówi się ze sceny i skupiam się na gestach, ciałach, dźwiękach, które nadają przedstawieniu realny sens. Czy takie ustawienie spektaklu wynika z tego, że nie wierzysz w język? Uważasz, że łatwiej jest komunikować się za pomocą ciała?

Ma to związek z rzeczywistością, w której obecnie żyjemy. Od 25 lat pracuję z ludźmi różnego pochodzenia i cały czas musimy zmieniać języki, którymi się posługujemy. Bardzo irytuje mnie to, iż – szczególnie w Europie – ciągle podkreślamy, że jeśli ktoś chce się zintegrować, musi znać język. Pracując nad „En avant, marche!”, byłem ciekaw, czy uda nam się uciec od tej prymarności słowa. Z jednej strony jest to zatem eksperyment na poziomie komunikacji, z drugiej zaś – zaznaczenie mojego krytycznego stosunku do tego, jak silnie jesteśmy przywiązani do własnego języka, narodowości czy ziemi.

Kiedy byłem małym chłopcem, mój ojciec zabrał mnie do teatru w Gandawie, gdzie pokazywano eksperymentalny, awangardowy polski teatr. Przedstawienia nie były tłumaczone. Pamiętam, że spektakl – mimo tego, iż wiele było w nim tekstu – oparty był głównie na fizyczności, cielesności. I to było dla mnie absolutnie fascynujące. To, że nie rozumiałem, co mówią aktorzy, nie miało dla mnie żadnego znaczenia, bo komunikacja umiejscowiona była poza językiem mówionym.

Czy zgodziłbyś się z tym, że „nicht schlafen” to kontynuacja „En avant, marche!”? W moim przekonaniu „En avant, marche!” jest historią o pięknie wspólnoty, a nicht schlafen” ostrzeżeniem przed tym, co się z nami stanie, jeśli tę wspólnotę zniszczymy.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki to opisałeś – nigdy bym o tym tak nie pomyślał. Kiedy pracuję nad kolejnym spektaklem, nie myślę tak naprawdę o jakimś związku z poprzednimi przedstawieniami. Powiedziałbym, że punktem wyjścia jest zawsze różnica. Ale jeśli ogląda się oba spektakle, mając na uwadze te tematy, wydaje mi się, że masz rację, mówiąc, iż oba są o wspólnotach. Jeden opowiada o sile wsparcia i jak bardzo go potrzebujemy, a drugi o tym, jak niebezpieczny jest jego brak.

„En avant, marche!” jest przepełnione nadzieją wynikającą z wiary w siłę wspólnoty. „Nicht schlafen” to bardziej katastroficzna wizja świata pełnego cierpienia i śmierci. Co takiego stało się między tworzeniem tych dwóch spektakli, że twój nastrój tak dramatycznie się zmienił?

Myślę, że to, co dzieje się na świecie, ma na mnie wielki wpływ. Zdaję sobie sprawę, że kiedy zaczynamy pracę nad przedstawieniem, świat zewnętrzny jest bardzo obecny. W tym sensie wydaje mi się, że są spektakle, które mogę umieścić w konkretnym kontekście. W czasie prób do „nicht schlafen” byliśmy pod wielkim wrażeniem tego, co akurat się działo: skrajnie prawicowe ruchy, problemy w Europie, Brexit, Trump, Erdogan w Turcji, ataki terrorystyczne w Paryżu i Brukseli – te kwestie były jak najbardziej obecne w procesie twórczym i wpłynęły na materiał, z którym pracowaliśmy.

„Nicht schlafen” można traktować jako ostrzeżenie, ale mam nadzieję, że w przedstawieniach nie sugeruję, że zmierzamy ku kolejnej katastrofie. Może się ona wydarzyć, ale myślę, że w ostatniej części spektaklu pokazujemy przede wszystkim piękno płynące z bycia razem.

Hasło tegorocznego festiwalu Dialog brzmi: „Naprzód! Ale dokąd?”. Czy mógłbyś odpowiedzieć na zawarte w tym haśle pytanie?

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, ile siły mają w sobie ludzie działający oddolnie, gdzieś na marginesach wielkiej polityki. Jednocześnie przeraża mnie to, jak wielką władzą dysponują: Trump, Erdogan, Putin i inne emblematyczne postacie skrajnej prawicy w Europie i na świecie. Nie wiem, czy siła ruchów oddolnych, obywatelskich będzie wystarczająca, aby im się przeciwstawić, ale bardzo na to liczę. Czy zmierzamy w tej chwili ku katastrofie? Tego nie wiem. Nauka sugeruje, że świat w pewnym momencie dosłownie zniknie. Pozostaje mieć nadzieję, że zanim to się wydarzy, zdążymy jeszcze zrobić kilka dobrych rzeczy.

Rozmawiał: Tomasz Kireńczuk

Spektakl En avant, marche!
BILETY: 14.10.2017 godz. 20, 15.10.2017 godz. 20
Więcej informacji o spektaklu: TUTAJ

Spektakl nicht schlafen
BILETY: 17.10. o godz. 20:00, 18.10. o godz. 20:00
Więcej informacji o spektaklu: TUTAJ